| Inkausty |
|
Wymazany
Jestem starym, zapomnianym brudnopisem. Wątpliwą urodą moją zachwyci się czasem – równie blady i zakurzony jak ja antykwariusz. Moim ojcem jest inżynier – filolog Bałazy Ostęp, gangster słowa. Matką ; uwodzicielsko piękna wolontariuszka Irmina Trot. Rodzice płodzili mnie wprawdzie z wielką namiętnością ale długo i nieporadnie. Sieć zmagań i skreśleń oplata mnie i krępuje od początku istnienia. Czasami w chwilach rozpaczy myślę, że jestem tylko kalką obcej egzystencji, jej bladym odbiciem. Choć bez tych ram, wiotki osuwam się na ziemię i leżę bez ducha z przetrąconym grzbietem. Nie mam arystokratycznego rodowodu palimpsestu. Toporny, szorstki i pospolity; los poskąpił mi delikatnej natury welinu. Jestem ot, taką sobie przeciętną bazgraniną, niepozorną, bez znaczenia i ambicji. Własne słowa , jeśli się czasem pojawią we śnie, wymazuje skwapliwie sam na jawie. Ale jestem już pogodzony z pismem. Mogło być przecież gorzej, mogłem się urodzić np.; cyrografem. Listy do bogów * Piszę listy do bogów. Z trudem ale i z pasją, z rezygnacją ale i wielką wewnętrzną radością. Językiem którego nikt nie zna, którego nikt poza bogami nie jest w stanie zrozumieć. A i to nie jest pewne. Ja sam nie znam tego języka, choć piszę. Ale muszę to robić. Ten przymus jest niekiedy męczący. Przecież wiem że nigdy nie otrzymam odpowiedzi. Piszę listy, petycje, eseje, peany, panegiryki, pozwy, donosy, księgi, obrazy. Te listy snują się jak czarny dym ulatując w niebo zanim postronne oko profana nie dostrzeże ich płynnego rysunku. Piszę zakrzepłą krwią, litery mnożą się. Zwielokrotnieją. Obrazy odbijają się w sobie, przeglądają i powielają w nieskończoność. To niepohamowana rozrodczość obrazów. Czasem kałamarz z inkaustem rozbłyska nagle w środku nocy, jakby ciało mątwy eksplodowało w mroku oceanu. Ten wybuch skutkuje długo potem potomstwem nowych obrazów, liter, kart – kiedy oślepione oczy odzyskują przejrzystość. Siedzę zamknięty w butli nocy. Setek sączących się sennie nocy. Ocean China Ink, który wyciekł z moich palców i otwartych ran tężeje teraz w tłusty czarnoziem. Kiedyś będzie bazaltem. To gęstniejące pismo to moja modlitwa. Zrodzona z gestu jest formą tańca świątynnego. Piszę różnie, raz łabędzim lub pelikanim puchem na smole, bo lubię wytrawne kontrasty. Raz stadem czarnych owiec na alpejskich, śnieżnych łąkach, bo sądzę że bogowie cenią wyrazistość i poświęcenie. Ławicą orek lub tłustych narwali na welinie krystalicznych, arktycznych wód. To moja epistoła do Bogów Głębi. Moją kaligrafią jest także sztuka balsamierska. Jestem Grammaters – pisarzem i jednocześnie Paraschistes – nacinaczem, bo znam anatomię uczuć. Spetryfikowane mumie to krystaliczne uczucia spisane asfaltem, turmalinem, kwarcem, agatem i diamentem. To moje epitafia do Bogów Podziemnych. To ja wyryłem 2500 lat temu na kamieniu w Rzymie inskrypcję do Bogini, która gdzie indziej mogłaby Się nazywać Benten. Piszę to trawiastym pismem bambusów porastających brzegi Perłowej Rzeki, ja syn wielkiej czarnej matki. I podpisuję się trzema pieczętnymi znakami mojego imienia. Ma Li K’e ,,Tak oto każda biblioteka jest siedzibą niewidzialnego smoka i spoczywa na żółwiu z zapisanym pancerzem. Rylec z bambusa kreśli linie ciągłe i przerywane, miesza pierwiastek męski z żeńskim’’. J.L.Lima *Automatyczne, przedrozumowe, transowe ,,zapisy’’ nieświadomych, asemantycznych treści. Pięciokątna komnata Mężczyzna napisał na kartce imię kobiety i podał tę kartkę drugiemu mężczyźnie. Chciałbym o niej z Tobą porozmawiać. Ten kochał to imię, tą kobietę i na swój sposób tego mężczyznę. Kobieta kochała ich obu, choć się do drugiej miłości do końca nie przyznawała przed sobą, mówiąc …’’ja to zracjonalizuję’’. Mężczyznę pierwszego kochała teraz bardziej o tę część, która nie była miłością do niego. Ja teraz racjonalizuję – mówi kobieta i nie wpuszcza już drugiego, nawet do pierwszej komnaty, tej za rzęsami. I te pokoje stoją teraz puste, światła pogasiła, lecz jest tam jeszcze jego nieobecność. Mężczyzna drugi podał pierwszemu arkusz papieru. Na nim wyobrażony był misterny obraz kobiety. Na szyi miała tabliczkę ze swoim imieniem. Na tabliczce dopisano również zdanie ,,porozmawiaj ze mną’’ ,jeżeli czytało się powoli, zdanie brzmiało ,,chciałbym abyś mnie dotknął’’. Zaś pod wieczór można było odczytać. Znamiona skóry są mapą nieskazitelnych konstelacji . Czytanie wspak niosło treść -,, przez cały dzień czułam, że pragnę być w Twoich ramionach. Mężczyzn przedzielała szafa. Aby kobieta przeszła z jednego mężczyzny do drugiego musiała wejść do szafy. Raz gdy tam weszła, coś zatrzymało ją na pięć czy sześć godzin. Rozmawiała wtedy z drugim mężczyzną przez telefon z głębi szafy oświetlając mrok światełkiem klawiszy. Kobieta ułożyła się do snu. Śniła sny. W nich obu mężczyzn. Potem w jej sen wtargnęły kot i pies. Buszowały po pokojach jej domu z marzenia sennego. To ją obudziło we śnie. Potem obudziła się naprawdę . O trzeciej godzinie zaczęła ugniatać ciasto. Wyrobiła je i ulepiła dwie sylwetki. Wsadziła do pieca. Piekła. Nad ranem położyła się spać. Kobieta w następnym tygodniu zjadła to ciasto. Długo było świeże. Starannie zebrała okruszki . Dwa bądź trzy razy poczęstowała nim mężczyzn. Na koniec wysypała zebrane okruchy na parapet. Ptaki starannie je wydziobały i odfrunęły. Odlatujący klucz utworzył napis…,,lubię kiedy dotykasz mnie spojrzeniem’’…Tym kluczem ani żadnym innym nie otworzy się wieży, w której zamieszkuje kobieta. Wieży jednego mężczyzny. |